7 kwietnia 2012

Chapter 5

Popchnęłam delikatnie drzwi wejściowe i znalazłam się w jasnym, przeszklonym pomieszczeniu. W środku unosił się delikatny i przyjemny zapach, który sprawiał, że czułaś się dobrze i bezpiecznie. Podeszłam powolnie do młodej recepcjonistki, której wcześniej tutaj nie widziałam.
-W czym mogę pomóc?-skierowała się do mnie ze szczerym uśmiechem.
-Doktor Griffiths. Byłam umówiona dzisiaj na 15.-Zaczęła przeglądać dane w komputerze.
-Libby Craven?-kiwnęłam głową twierdząco.- Pokój numer 3.Można już wejść.-Podziękowałam Yvonne, bo tak miała na imię. Wywnioskowałam z plakietki przyczepionej do jej białej, prostej koszuli. Skierowałam się w wyznaczone miejsce, a gdy znalazłam się pod drzwiami delikatnie zapukałam i weszłam do środka. Na fotelu siedziała około 40 letnia kobieta. Na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że jest miła. Jej kruczo-czarne włosy sięgały do ramion, a okulary co jakiś czas zsuwały jej się z nosa.
-Witaj Libby, miło cię ponownie widzieć. Bardzo dobrze wyglądasz.- Uśmiechnęła się przyjaźnie, a gestem ręki zachęciła do wejść dalej. Zajęłam miejsce naprzeciwko dr. Griffiths i delikatnie odwzajemniłam uśmiech.
-U nie mnie jest wszystko w porządku, tylko ostatnie wydarzenia lekko mnie przytłoczyły i nie miałam z kim o tym porozmawiać, więc przyszłam do pani. Mam nadzieję, że to nie kłopot.
-Och... Libby jesteś zawsze mile widziana. Możesz do mnie przyjść nawet z najmniejszym, czy najgłupszym problem, a i tak cię wysłucham. No kochanie opowiedz mi o tych wydarzeniach.-zachęciła mnie.
-Opowiadałam pani o moim byłym chłopaku Harrym, co po tym jak ze mną zerwał to popadłam w...
-Libby powiedz to na głos. Ważne, aby przed sobą się przyznać.-wzięłam głęboki wdech.
-Popadłam w anoreksję...to go spotkałam przez przypadek jak byłam na spacerze. Chciał wszystko wyjaśnić, ale odmówiłam. Przed wczoraj mój przyjaciel zaciągnął mnie do klubu, nie mówiąc mi wcześniej, że będzie Harry. Gdy go ujrzałam to chciałam  uciec. Chciałam udowodnić sobie, że dam rade przebywać w pobliżu niego.Niestety wypiłam za dużo i wczoraj obudziłam się w jego pokoju. Ekhm...gdy stanęłam przed nim naga, nie czułam się gruba. Gdy patrzył na mnie wydawało mi się, że jestem dla niego piękna. Nie wstydziłam się swojego ciała...-uśmiechnęłam się delikatnie patrząc w okno.
-Libby od początku terapii przeszłaś ogromną zmianę co bardzo mnie cieszy. Niewiele osób chorych łatwo wyleczyć, ale ty jesteś silna. Po dwóch latach walki, wygrałaś. Jestem dumna z ciebie. Pamiętaj jesteś piękna, bez względu na wszystko.-Porozmawiałyśmy jeszcze chwilę i opuściłam klinikę zadowolona z siebie. Cieszę się, że trafiłam pod skrzydła tak dobrej pani psycholog. To dzięki niej udało mi się to jakoś przetrwać. Nadal będę musiała nad sobą pracować, ale czuje się już zdecydowanie dobrze. Zatrzymałam taksówkę, aby jak najszybciej wrócić do domu. Podczas podróży próbowałam się skontaktować z ojcem, ale jak zwykle nie może rozmawiać. Nawet nie wie jakie mam postępy w leczeniu, a raczej, że już w sumie skończyłam. Myśli, że jak mnie wysłał do prywatnej kliniki i płaci teraz dr. Griffiths to jest wszystko dobrze. Na początku nawet nie zauważył, że straciłam wiele na wadze. Gdyby nie Matt i Larra pewnie byłoby nieciekawie. Moje rozmyślenia przerwał taksówkarz, który poinformował mnie, że jesteśmy na miejscu. Zapłaciłam i wysiadłam z pojazdu. Stałam teraz przed dwupiętrowym domkiem, który dzieliłam z przyjaciółmi. Weszłam do środka i od razu podeszła do mnie Larra z informacją, ze na stole stoi obiad. Usiadłyśmy razem i opowiedziałam jej wszystko co stało się w klinice. Zapytała się jeszcze czy wszystko u niej dobrze. Odpowiedziałam twierdząco i spojrzałam na brzuszek przyjaciółki. Nie mogę się już doczekać gdy maluszek przyjdzie na świat. Tak przy okazji to ostatnio zostałam poproszona, aby zostać matką chrzestną! Czy to nie cudowne? Po skończonym posiłku miałam z Larra i jej chłopakiem pojechać do lekarza, ponieważ miała badanie kontrolne. Usiadłyśmy w salonie i cierpliwie czekałyśmy na chłopaka, który pojechał po zakupy i zaginął. Czekałyśmy cierpliwie, a czas umiliłyśmy sobie rozmową. Co będzie gdy pojawi się dziecko, coś o Harrym zostało wypomniane, ale wolałam pominąć ten temat. Usłyszałyśmy trzaśnięcie drzwiami, a po chwili w salonie pojawił się Matt. Pocałował Larre na przywitanie i oznajmił, że możemy już jechać. Wsiedliśmy do samochodu i po 15 minutach byliśmy na miejscu. Recepcjonistka powiedziała, że nie ma nikogo w gabinecie i można wejść. Byłam podekscytowana, ponieważ nie byłam jeszcze z nimi na usg. Gdy znaleźliśmy się w odpowiednim pomieszczeniu podszedł do nas bardzo młody i bardzo, bardzo, bardzo przystojny lekarz. Od razu uśmiechnęłam się do niego delikatnie, co odwzajemnił. Czemu Larra nie powiedziała mi, że ma tak przystojnego doktora. Usiadłam na krzesełku pod ścianą i przyglądałam się Jonatanowi, bo tak miła na imię. Wypytywał moją przyjaciółkę o przebieg ciąży i tym podobne. Następnie zrobił usg. Podeszłam bliżej, aby przyjrzeć się maleństwu.
-Czy wiedzą państwo jaka będzie płeć?-spojrzał na rodziców, na co zaprzeczyli, ale wyrazili chęć poznania.
-A więc gratuluję, będziecie mieli pięknego i zdrowego synka.-przytuliłam Larre, która się popłakała ze szczęścia. Matt miał zaciśniętą szczękę, ponieważ nie chciał pokazać swojej radości po sobie tak jak jego dziewczyna. Chciał być twardy, ale i tak dobrze wiedziałam co się dzieje pod tą maską. Podziękowaliśmy doktorowi i wyszliśmy na zewnątrz. Larra od razu rzuciła się na ręce swojemu ukochanemu. Tak się cieszyłam ich szczęściem, że aż mi poleciało kilka łez. W drodze powrotnej Matt powiadomił nas, że o 19 mają przyjść chłopcy z one direction, co się równa z tym, że będzie Harry. Udałam obojętną na tą wiadomość i postanowiłam, że zamknę się  w pokoju i będę miała spokój. Po dotarciu do domu pozmywałam po obiedzie i posprzątałam kuchnię. Odczułam delikatny głód, więc wzięłam jabłko i poszłam na górę się przebrać się w wygodniejsze ubranie. Założyłam  blado różowe leginsy i biały sweter, a włosy związałam w kucyka. Chciałam uciec od myśli, w których cały czas pojawiał się Harry. Owszem cholernie za nim tęskniłam, ale duma mi nie pozwalała wybaczyć. Nie byłam gotowa. Dopiero uporałam się z jednym problemem, nie chce, aby pojawił się kolejny. Teraz nie jest odpowiedni moment na związek. Włączyłam w laptopie muzykę, a z głośników poleciała piosenka Coldplay, a ja zaczęłam sprzątać. Nie zajęło mi to dużo czasu i po chwili zaczęłam się nudzić. Zeszłabym na dół, ale słyszałam jak...tamci przyszli. Postanowiłam obejrzeć jakiś film, ale nie mogłam się skupić, ponieważ naszło mnie na wspomnienia z Harrym w roli głównej. Nie zapomnę jak się denerwowałam przed poznaniem jego rodziny. Uspokajał mnie, że na pewno mnie polubią. Chyba miał rację, ponieważ po tym gdy się rozeszliśmy jego mama przepraszała za swojego syna i mówiła, że kiedyś zrozumie swój błąd. Czy to właśnie teraz się stało? Czy chce naprawdę wszystko naprawić? A jeśli znowu mu się odmieni i postawi na muzykę? Tyle pytań i zero odpowiedzi. Poszłam do łazienki za potrzebą, a jakie było moje zdziwienie gdy po schodach wchodził on... Znaleźliśmy się w tym samym czasie przy drzwiach.
-Cześć Li-uśmiechnął się niepewnie. Nie odwzajemniłam tego tylko weszłam do środka. Załatwiłam co chciałam i wyszłam. Miałam ochotę znaleźć się jak najszybciej w pokoju, bo tam czułam się najbezpieczniej. W ostatniej chwili Harry złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
-Czemu nie dasz mi nic wytłumaczyć? -szepnął mi do ucha na co zadrżałam.
-Co mi wytłumaczysz? Rozumiem, że śpiewanie jest dla ciebie najważniejsze i zawsze tak było. Pogodziłam się tym. Chciałeś tylko spełnić marzenia. Sama cię namówiłam na ten casting, więc nie wiń się.-uśmiechnęłam się sztucznie.
-Ale ja właśnie czuje się cholernie winny. To dzięki tobie wszystko jest. Powinienem z tobą zostać, a nie zachować się jak gówniarz i wszystko zostawić.-puścił moją dłoń co wykorzystałam i zaczęłam iść do pokoju.
-Libby, proszę nie zostawiaj mnie-powiedział błagalnie, a w jego oczach zobaczyłam łzy? Chyba mi się przewidziało.
-Harry żyjmy tak jak byśmy się nigdy nie spotkali ponownie.-Podeszłam do niego powoli, a on spojrzał z nadzieją. Koniuszkami palców otarłam mu łzy z policzków, pocałowałam w policzek, a następnie odeszłam. Zamknęłam w pokoju drzwi, po których się osunęłam i zaczęłam głośno płakać, nie mogąc już dłużej tego wytrzymać.
..................................
Napisałam! Wcale mi się nie podoba i jest bardzo krótki. Dzisiaj z perspektywy Libby, tak dla odmiany. :)
Życzę Wam wesołych świat i ten tego no :) Nie potrafię składać życzeń... Staram się tego unikać :) 
Dzięki za ponad 1000 wyświetleń bloga. Jesteście prze <3  
Jeśli czytasz to skomentuj. To nie zajmuje dużo czasu, a japa się cieszy ^o^
Teraz taki mały szantażyk. Jeśli będzie 15 komentarzy to pojawi się następny rozdział.:D 
Wiem , jestem straszna :)

22 komentarze:

  1. super bardzo mi się poodoba. swietnie wyszedł ci ten rozdział
    zapraszam do komentowania u mnie :)
    http://69-imagination.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooiiooooooooooh.xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  4. tak, jesteś straszna. ;D
    i czemu ten super przystojny lekarz musi nazywać się Jonatan? Nie lubie tego imienia.-.-
    ale po za tym rozdział świetny!
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. to jest cuuudowne! szybko dawaj następny! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow, super rozdział i ogólnie cały blog :]

    OdpowiedzUsuń
  7. Czekam na następny :))

    A i serdecznie zapraszam do siebie: one-direction-colorful-world.blogspot.com/. Dopiero zaczynam i na prawdę miło by mi było gdybyś zajrzała...

    OdpowiedzUsuń
  8. mega fajny! przez ostatnie 20min przeczytałam wszystkie rozdziały!
    jestem ciekawa co Libby zrobi jak się dowie, że Harry to ojciec chrzestny :D i mam nadzieję, że odbędą poważną rozmowę - lubię tego zakochanego Harry'ego ;)
    czekam na kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  9. Podrzucam komentarz z wielką nadzieją na nowy rozdział :)
    Nie wiem, co Ci się nie podoba w tym poście, jest genialny. Perspektywa Li okazała się calkiem dobrym omysłem - wyszło znakomicie.
    A teraz kochana dodawaj szybko rozdział!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS: Również życzę Wesołych Świat, co prawda późno, ale zawsze.

      Pozdrawiam,
      Charlie

      cry-to-me.blog.onet.pl

      Usuń
  10. Zyczę wesołycg świąt! Rozdział taki sobie, ale da się przeczytać :)
    Zapraszam do siebie http://up-all-night-onedirection.blogspot.com/

    @Dariiaofficial

    OdpowiedzUsuń
  11. Fajjnie ;d Ja dopiero zaczynam ale zapraszam:D
    http://naanaaanaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. "blado różowe leginsy i biały sweter" ?? ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (było jeszcze "God Why" ale ucięło o.O)
      Pozdro mordeczko♥

      Usuń
    2. Aga! Nie pozwalam Ci tego czytac! <3

      Usuń
    3. No weź! A dopiero zmuszałaś ^^♥

      Usuń
    4. Patrz jest więcej niż 15 kom dawaj następny rozdział♥

      Usuń
  13. nowy na making-same-mistakes.blogspot.com. zapraszam .

    OdpowiedzUsuń
  14. OOOO KUurwa ! nO ! Żesz !
    Ughr.
    Bo ja już nawet nie wiem co powiedzieć : Libby była anorektyczką, bo Hazziak ją zostawił?
    O ile dobrze wydedukowałam. I ... spali ze sobą, spali !!
    xD
    Nie mogę się doczekać szóśtki !
    PS NN na just-dont-break-my-heart.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  15. super. ;) obserwuję i zapraszam do siebie : http://kilkaniespelnionychmarzen.blogspot.com/ ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. czekam na następny ... czy ja dobrze czytam.. anoreksja ?!

    zapraszam do mnie :
    http://teen-story-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Siedemnasty na just-dont-break-my-heart.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń